Książkę Renaty L. Górskiej poleciła mi koleżanka, która się nią zachwycała, więc jak zwykle ochoczo zabrałam się do czytania, gdy tylko znalazłam wolną chwilę.
Niestety, dla mnie książka okazała się jednym wielkim zawodem. Momentami nudna do tego stopnia, że ledwo mogłam przez to przebrnąć i dodatkowo przewidywalna do granic możliwości. Od samego początku z góry wiadomo, jak to wszystko się skończy. Na tylnej okładce możemy przeczytać:
„Nowoczesna kobieta:
- nie pracuje za grosze - realizuje się zawodowo;
- nie jest samotna - jest singielką;
- nie ucieka od odpowiedzialności - ceni sobie niezależność.
Taka właśnie jest Kornelia...“
Zapowiada się fajnie, ale potem okazuje się, iż nasza bohaterka jest niezamężną, dojrzałą kobietą, która realizuje się zawodowo pracując jako sprzedawca w księgarni w miasteczku, w którym mieszka w przytulnej willi razem z rodzicami. I momentalnie bohaterka staje się życiowym nieudacznikiem. Kornelia jest osobą niezwykle egocentryczną. Sama o sobie mówi, że do niczego właściwie w życiu nie dąży. Cała akcja powieści opiera się na możliwości utraty domu przez jej rodzinę, co ma być spowodowane budową autostrady przebiegającej przez miasteczko. Bohaterka, będąc osobą bardzo związaną ze swoim otoczeniem, z pomocą czterech przyjaciółek stara się jakoś zapobiec tej katastrofie, jednocześnie unikając niekończących się prób swatania z ich strony. Niepowodzenie goni niepowodzenie, pomyłka pomyłkę i wszystko jak zwykle ma katastrofalne skutki, które przez chwile wiszą nad szczęśliwym zakończeniem niczym chmura gradowa.
Pod koniec książka staje się bardziej dynamiczna, wciąga, ale zaraz potem kończy się przewidywalnie dobrym zakończeniem. Kornelia wreszcie ma jakiś plan i co oczywiście najważniejsze faceta przy boku.
Niestety, dla mnie książka okazała się jednym wielkim zawodem. Momentami nudna do tego stopnia, że ledwo mogłam przez to przebrnąć i dodatkowo przewidywalna do granic możliwości. Od samego początku z góry wiadomo, jak to wszystko się skończy. Na tylnej okładce możemy przeczytać:
„Nowoczesna kobieta:
- nie pracuje za grosze - realizuje się zawodowo;
- nie jest samotna - jest singielką;
- nie ucieka od odpowiedzialności - ceni sobie niezależność.
Taka właśnie jest Kornelia...“
Zapowiada się fajnie, ale potem okazuje się, iż nasza bohaterka jest niezamężną, dojrzałą kobietą, która realizuje się zawodowo pracując jako sprzedawca w księgarni w miasteczku, w którym mieszka w przytulnej willi razem z rodzicami. I momentalnie bohaterka staje się życiowym nieudacznikiem. Kornelia jest osobą niezwykle egocentryczną. Sama o sobie mówi, że do niczego właściwie w życiu nie dąży. Cała akcja powieści opiera się na możliwości utraty domu przez jej rodzinę, co ma być spowodowane budową autostrady przebiegającej przez miasteczko. Bohaterka, będąc osobą bardzo związaną ze swoim otoczeniem, z pomocą czterech przyjaciółek stara się jakoś zapobiec tej katastrofie, jednocześnie unikając niekończących się prób swatania z ich strony. Niepowodzenie goni niepowodzenie, pomyłka pomyłkę i wszystko jak zwykle ma katastrofalne skutki, które przez chwile wiszą nad szczęśliwym zakończeniem niczym chmura gradowa.
Pod koniec książka staje się bardziej dynamiczna, wciąga, ale zaraz potem kończy się przewidywalnie dobrym zakończeniem. Kornelia wreszcie ma jakiś plan i co oczywiście najważniejsze faceta przy boku.